Wiesz więcej niż Twój pracodawca

Czy rozpoznajesz tę historię?

Szukasz pracy, od kilku tygodni intensywnie wysyłasz zgłoszenia do różnych firm. Przy każdym zgłoszeniu przełamujesz swój strach by wcisnąć magiczny przycisk „Wyślij”, po czym od razu czujesz ulgę i może nawet odrobinę dumy, że posuwasz się w dobrym kierunku. Mijają kolejne dni, kiedy brak odpowiedzi. Aż w końcu dostajesz maila. Nie jakiegoś tam dowolnego maila, dostajesz maila, który sprawia, że Twoje serce skacze jak dziecko na trampolinie. Maila od jednej z tych wspaniałych firm, o pracy dla których marzysz od dawna. Zapraszają Cię na rozmowę.

Czekając na upragniony dzień rozmowy kwalifikacyjnej, przygotowujesz się jak szalona. Robisz przyspieszoną powtórkę wszystkich umiejętności wpisanych w Twoim CV. Zbroisz się w listy powodów, dla których byłabyś doskonałym pracownikiem, na zmianę z płakaniem z przerażenia i myśli o tym jak wiele jeszcze nie umiesz. Oczywiście, że chcesz wypaść jak najlepiej, od tygodnia masz już wybraną i wypracowaną swoją ulubioną sukienkę, tę w której zwykle czujesz się pewna siebie, liczysz że przyniesie Ci szczęście.

W końcu nadchodzi dzień rozmowy. Wstajesz wcześniej z mieszanką podekscytowania i ogromnych nerwów. Przyjeżdżasz na miejsce przed czasem, licząc na to że zdążysz się uspokoić. Do pokoju wchodzisz praktycznie zlana potem, a Twoje gardło ściska się boleśnie. Być może przed Tobą siedzi ktoś kogo ogromnie podziwiasz, to sprawia, że czujesz się jeszcze mniej stabilnie. Pozornie rozmowa idzie gładko. Osoba po drugiej stronie stołu zadaje pytania, Ty na nie odpowiadasz. Mówisz nawet z sensem. W końcu rozmowa się kończy, a Ty słyszysz standardowe „Odezwiemy się”, albo „Poinformujemy Cię o naszej decyzji za kilka dni”. Wychodzisz. Być może dzwonisz do swojej drugiej połówki, być może do przyjaciółki. W słuchawce słyszysz „No i jak Ci poszło?”, a Ty nie potrafisz wydukać nic więcej niż „Chyba dobrze”.

Wracasz do domu, w głowie odtwarzając każdy szczegół właśnie odbytej rozmowy. I czujesz się coraz gorzej. Wiesz, że formalnie nie zrobiłaś nic złego, że odpowiedziałaś na wszystkie pytania. A jednak nie możesz pozbyć się wrażenia, że kompletnie nie dałaś się drugiej stronie poznać. Nie powiedziałaś ani o swoich pasjach, ani o tym wspaniałym kursie, który ostatnio zrobiłaś, ani o tym projekcie, który prowadzisz ze znajomymi. Twoje odpowiedzi były jakieś suche, nijakie, bez polotu. Wyszłaś przeciętnie i wiesz, że tej pracy pewnie nie dostaniesz.

Poznajesz siebie w tej opowieści? A może rozpoznajesz w niej kogoś Ci bliskiego?

Sama byłam w takiej sytuacji wiele razy. Wracałam nie raz do domu z ogromnym poczuciem winy, że zmarnowałam wspaniałą szansę. Wiele razy słyszałam, że trzeba się wyróżnić, dać się zapamiętać. Myślałam, że jak dodam w moich zainteresowaniach psychologię i szydełkowanie, a w umiejętnościach pierwszą pomoc, to to wystarczy. Nie raz też obwiniałam rekrutera za to, że nie zapytał o coś w czym mogłabym zabłysnąć, o rzeczy dla mnie ważne. A  jeśli takie pytania padły, obwiniałam siebie o to, że odpowiedziałam zdawkowo, jednowymiarowo, poprawnie, ale nudno.

Jestem coachem, podstawą mojej pracy jest dosłownie wiara w możliwości mojej klientki. Jednym z moich najważniejszych narzędzi jest dostrzeganie w niej wszystkiego tego co mocne, wartościowe i wyjątkowe. W powyższej historii są jednak dwa problemy.

Po pierwsze rekruter najczęściej coachem nie jest. Ma zwykle do przeczytania setki zgłoszeń i do odbycia dziesiątki rozmów na dane stanowisko. Zależy mu na tym, żeby ten proces jak najbardziej usprawnić, a równocześnie zatrudnić jak najlepszego pracownika. Większość rekruterów nie zapyta Cię o to co czujesz, w co wierzysz, ani co jest dla Ciebie najważniejsze. Nawet gdyby chciał, prawdopodobnie nie wiedziałby nawet o co zapytać by wyciągnąć z Ciebie to co Cię wyróżnia. Będziesz miała szczęście jeśli zapyta „Dlaczego uważasz, że jesteś dobrą kandydatką na to stanowisko?”.

Drugi problem to taki, że o ile w innych dostrzeganie mocnych stron przychodzi mi naturalnie, tak widzenie ich w sobie przychodzi bardzo trudno. Na pierwszy rzut oka widzę przecież wszystko to czego mi jeszcze brakuje i wszystkie błędy, które popełniłam. Szczególnie kiedy porównuję się z innymi osobami z branży, a nieraz i z samą ofertą pracy, widzę głównie swoje niedociągnięcia. Nie lubię uogólniać jak chodzi o płeć. Jednak kobiety, które znam (ze mną na czele), nie umieją się chwalić. Gdybyśmy na rozmowie kwalifikacyjnej miały opowiadać o naszej przyjaciółce, dostałaby ona pracą od razu, nie potrzebne byłoby jej CV ani jej obecność. Ale już kiedy mamy opowiadać o sobie… Ohoho! To już zupełnie inna bajka.

Zdradzę Ci dzisiaj pewien sekret

Nadstaw ucha. Słuchasz uważnie? Ok. Wiesz dużo więcej niż Twój potencjalny pracodawca!

Tak, wiem wiem, może on sobie być milionerem, ekspertem w swojej dziedzinie. Może być nawet Leonardo da Vinci. Ty nadal wiesz coś czego on nie wie. Wiesz dlaczego zapragnęłaś pracować w tym zawodzie. Wiesz ile Cię kosztowało zdobycie tych umiejętności, które teraz układają się w niepozorną listę na Twoim CV. Wiesz jak chciałabyś by ta branża wyglądała i wiesz czemu wybrałaś właśnie tę a nie inną firmę. Wiesz ile jesteś skłonna poświęcić i ile dać z siebie. Wiesz nawet jeszcze więcej, tyle że tego nie widzisz. Nie widzisz tych wszystkich rzeczy, które teraz są już dla Ciebie oczywiste. Nie widzisz tego jak zmieniasz życie innych wokół Ciebie. Nie widzisz jak daleką drogę przeszłaś. A to wszystko są Twoje zalety.

Rekruter nie zapyta Cię o to wszystko, bo nic o tym nie wie. Ma swoją formułkę, swój szablon rozmowy, który odtwarza z każdym kandydatem. Rekruter nie wie, że po godzinach, za własne pieniądze zorganizowałaś konferencję, mentorujesz innych albo zrobiłaś kurs Scruma. Rekruter wie tylko to, co widzi w Twoim CV i to co ma wypisane w ofercie. Ma przed sobą dwie listy kwalifikacji, wymaganą i posiadaną przez Ciebie, i je między sobą porównuje. To Ty wiesz o rzeczach, które robisz po godzinach i o tym co Cię wyróżnia. To do Ciebie więc należy odpowiedzialność by wybić się poza schemat, zamiast mu się podporządkowywać.

I tak, to jest trudne. Tak oznacza, że nie będziesz skromna. I tak wymaga praktyki. Sama potrzebuję jeszcze praktyki. Ale wiesz co? Przychodzi taki moment, kiedy ból przełamania się i pokazania się od najlepszej strony, z całą moją wrażliwością, staje się dużo mniejszy niż ból wychodzenia z rozmowy z poczuciem, że znowu nie dałam się poznać. To całkiem zrozumiałe, że chcesz się pokazać od jak najlepszej strony. Problem w tym, że grzecznie odpowiadając na pytania i licząc na to że ktoś zapyta o to co naprawdę się dla Ciebie liczy, nie pokazujesz się od najlepszej strony. By pokazać się od najlepszej strony musisz przejąć odpowiedzialność za kierunek rozmowy. Pokazanie się od najlepszej strony to pokazanie swoich mocnych stron, a nie liczenie, że ktoś nie zauważy tych słabych.

Tego Tobie i sobie życzę. Byśmy były świadome swoich mocnych stron i byśmy o nich opowiadały, zwłaszcza kiedy nikt nie pyta.


Strach powstrzymuje Cię przed działaniem?

Zapisz się na mój newsletter by otrzymać za darmo Arkusz do pracy z Twoim strachem:

Potrzebujesz bardziej osobistej pomocy? Oferuję coaching 1 na 1.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *